Z pamiętnika Mamy Urszul

Wszystko zaczęło się od Neli.

Młoda mama, pierwsza ciąża, po szkole medycznej, z pakietem doświadczeń z dziećmi, nabytych podczas praktyk w żłobkach, domach małego dziecka i na oddziałach dziecięcych w szpitalach. Nie powiem, żeby moje wykształcenie przygotowało mnie do wychowywania noworodka ale.. teoretycznie, miałam jakąś tam wiedzę, więc niepokój był odrobinę mniejszy niż w przypadku młodych mam, skazanych całkowicie i tylko i wyłącznie na siebie. No, w wielu przypadkach, tak jak i ja częściowo, na wszystko wiedzące teściowe, wścibskie ciociunie i pocztę koleżeńską. Dziś, w dobie wszechobecnego internetu, jest tym mamom o tyle łatwiej, ze zawsze można jakiegoś eksperta online wynaleźć i podpytać.. Gdy byłam pierwszy raz w ciąży, takich możliwości nie miałyśmy. Ula i rodzinaWtedy królowały przesądy w ciąży, ciągła obawa, opinia, ze ciąża to choroba ale i tak trzeba sobie poradzić ze wszystkim, ze od wychowywania, przewijania, prania, gotowania, przecierania, karmienia, usypiania itp rzeczy są tylko mamusie, bo tatusiowie nie maja takich instynktów jak my.. ale za to mają niezły instynkt jeśli chodzi o pępkowe, zawsze odnajdą kolegów aby opić narodziny dziecka, a resztą niech się zajmie mamusia. Tak było w moim przypadku. Moje marzenia o pięknej ciąży rozwiały się jak mgła, gdy dowiedziałam się, że mój lekarz prowadzący doprowadził mnie do rozwarcia. Jak? Badaniami wewnętrznymi, tak nadal popularnymi w Polsce a całkowicie niepotrzebnymi i naruszającymi dobro mamy. No ale cóż, człowiek młody to głupi. No i to jak wyglądała wtedy opieka nad ciężarną a jak wygląda teraz, to także wielka różnica, tak myślę, bo nie wiem tego z doświadczenia, gdyż dwójkę moich młodszych dzieci urodziłam w Holandii. Niebo a Ziemia, tylko tak można to opisać. W Polsce nadal kobiety są pełne obaw przez całą ciążę, przed porodem, w czasie porodu, po porodzie i w okresie poporodowym. Tu wygląda to całkiem inaczej.

Zacznijmy od tego jak przebiega w Holandii opieka na ciężarną.

1. Na badania chodzimy tylko do położnych, zrzeszonych w Ośrodkach Położniczych, w każdym małym miasteczku, nawet najmniejszym znajduje się taki ośrodek. Tam chodzimy na wizyty, które wyglądają jak pogaduszki u najlepszej przyjaciółki. Zawsze możesz tam iść z mężem, partnerem, z mamą, lub przyjaciółką, nikt o nic nie pyta, tylko ty jesteś ważna i maleństwo.

2. Badania są tylko powierzchowne, zero badań wewnętrznych. USG np, badania położenia dziecka, słuchanie tętna, ogólne badanie mamy. Nikt niczego od ciebie nie wymaga.

3. Takich położnych w ośrodku jest najczęściej 4 lub 5.. z każdą spotkasz się prędzej czy później, bo tak ustalają ci wizyty abyś u każdej z nich była chociaż raz i miała możliwość poznania ich wszystkich.

4. Poród – wybierasz gdzie chcesz urodzić, szpital czy dom. Poród przyjmuje położna, chyba ze stwierdzi, że jest to ciąża zagrożona, jesteś wtedy wysyłana do ginekologa i on prowadzi dalej twoją ciążę.. Poród wtedy najczęściej odbyć się musi w szpitalu gdyż jest tam jakieś zagrożenie dla mamy lub dziecka. W innych przypadkach, na twoją prośbę i z twoim i pozwoleniem położnej, poród może się odbyć w warunkach domowych.

Przechodząc do porodu chcę zaznaczyć, że plan porodu jest jak najbardziej na miejscu. Według planu urodziłam swoją trzecią córcię.. Jest łatwiej, gdyż położna, czy lekarz, a także twój partner lub doula mają wszystko na papierze i każdy zajmuje się tym co trzeba, nikt nic nie wypytuje gdyż wszystko spisałam sobie co i jak a oni się do tego przystosowali. Słowo mamy jest tu święte.

 

Sam poród , mój drugi, pierwszy w Holandii, nie przebiegł bez powikłań, zaczęłam rodzić w domu ale ambulans, po który zadzwoniła moja położna, przyjechał na miejsce w 10 minut i czekał 30 minut, aż się okazało, że sama nie dam rady urodzić. Odwieźli mnie do szpitala, bóle parte musiałam przeżyć w ambulansie, ale uparłam się, że moje dziecko urodzi się silami natury, lecz nie w ambulansie.  no i tak się stało. Po 5 minutach pobytu na porodówce, zanim pani doktor zdążyła przyszykować kleszcze , urodziła się Julia.:)Ula i rodzina

 

Opieka po porodzie to bajka. Przychodzi do domu pielęgniarka, która opiekuje się tobą i dzieckiem. Zajmuje się wszystkim, uczy rodziców jak postępować z dzieckiem, jak kąpać, jak przebierać, opisuje wszystkie możliwe dolegliwości, uczy karmienia piersią. Pełen zestaw. Po tym co przeżyłam w Polsce po urodzeniu pierwszego dziecka, nie ma nawet porównania do tego, jak traktowali mnie w Holandii. Jak królową. Odpoczynek, spanie.. spanie odpoczynek. Resztą zajął się mój partner, moja mama i położna. Muszę tu dodać, że tata w Holandii, dzwoni do szefa i mówi, że mu się właśnie dzidzia urodziła i idzie na urlop. Słyszy gratulacje , dostaje się prezenty od współpracowników i szefa i wszyscy się tym faktem bardzo cieszą, nikt się nie wścieka, nikt nie wymaga papierków i poświadczeń itp. Rzeczy jak w Polsce. Super, tylko rodzić..:)

 

Trzecią córkę urodziłam od razu w szpitalu. Pojechałam tam, gdyż wydawało mi się, że to już, chociaż skurczy nie miałam, miałam jeden na godzinę, ale taki, że na kolana powalał. Położna stwierdziła, że mam 7 cm rozwarcia i .. zero skurczy. Nie ma skurczy, nie ma parcia, nie ma parcia, nie ma porodu.. wrr.. podano mi kroplówkę na wywołanie skurczy, które zaczęły się około 16.30 a o 17.17 urodziła się Nathalie, po 3 skurczach partych.. Juppi.. tzn, chyba skurczach, bo ja skurczy nie miałam, zanikły, na ekranie też żadne skurcze się nie pokazały, więc położna mi powiedziała, że urodziłam, raczej bez skurczy partych, sama.. hahah, zaparłam się i wymyśiłam sobie te skurcze i jakoś poszło..:)

 

Macierzyństwo, co wniosło do mojego życia? Hmm, totalna rewolucje.. Moje życie toczy się wokół moich dziewczynek. Praktycznie mam minimum czasu dla siebie tylko a wydzielam z niego jeszcze kilka chwil dziennie dla mojego partnera.. Nie jest łatwo, nikt nie mówił że będzie łatwo ale nie zamieniłabym tego na nic innego. Życie bez dzieci pozbawione jest radości, uśmiechu, tupotu małych nóżek, nieprzespanych nocy, pierwszych ząbków, pierwszych kroczków, pierwszego – Mamo!.. i.. całego tego szalonego codziennego życia, które wypełnione jest po brzegi moją rodziną, która jest moją przyszłością, moim depozytem w banku, który kiedyś zaprocentuje i na starość będę z niego czerpać, jeśli teraz dobrze zainwestuję. Ona właśnie, jest dla mnie najważniejsza i dla niej, jestem w stanie przenosić góry.

 

Urszula Wysokińska

Źródło : „Rozmowy o zdrowiu” ,www.zdrowa-mama.pl

 

Dołącz do nas na facebooku
Projekt i wykonanie: www.mbmprojekt.pl